Stąd też od dawna zanosiłem się do krótkiego artykułu, który odpowie na pytanie, ile tak właściwie powstaje wideo do wykorzystania w mediach społecznościowych? Warto przy tym zaznaczyć już we wstępie, że sam temat jest dość rozległy, bo mówić możemy o relacji Facebookowej do 30 sekund, rolkach czy choćby kompleksowym materiale na główny kanał Youtube. Wymagany do tego czas pracy będzie zatem skrajnie różny.
Z jakieś powodu ten etap przygotowań, a od niego zaczniemy, jest niemalże zawsze ignorowany. Tymczasem znam przypadki, gdy to właśnie on zajmował najwięcej czasu. Bo przecież właśnie tu musimy wybrać i opracować temat, scenariusz, zrobić pełen research. Wypada też określić formaty (a my zwykle szykujemy od razu cztery na raz), przygotować miejsce i potencjalnie sprzęt – jeśli samo nagranie tego wymaga.
Na drugim biegunie znajduje się samo nagranie materiału. Tutaj pojawia się wiele opcji, bo te dostarczyć może klient. W niektórych przypadkach otrzymujemy wyłącznie sesję zdjęciową i to właśnie na niej musimy oprzeć dalszą treść (można też bazować na zdjęciach i wideo stockowych, ale to także wymaga specjalnej selekcji i często dalszego akceptu).
Gdy dojdziemy do samego montażu, często z pomocą przychodzą nam bazowe narzędzia dostarczane przez choćby Instagram czy tak proste programy jak CapCut (warto z nim uważać, bo prywatność w nim nie istnieje, edycja jest mocno ograniczona, a darmowa wersja ma znak wodny). Z punktu widzenia specjalisty musimy wziąć pod uwagę kilka aspektów: selekcję ujęć, same cięcia, poprawę audio, transkrypcję i dodanie napisów – choć tu pomaga nam ostatnio mocno AI – animacje, muzyka, korekcja kolorów, przygotowanie różnych wersji formatów. W tej zresztą kwestii dopytałem jeszcze Ewy Szostek (Senior Grafik, MEdiagnoza), która specjalizuje się w realizacji materiałów wideo dla klienta końcowego:
Proces tworzenia rolki lub animacji w Adobe After Effects jest wieloetapowy i wymaga precyzyjnego zarządzania każdym elementem projektu. Na początku trzeba przygotować i zaimportować wszystkie materiały (grafiki, wideo, dźwięk), a następnie zbudować kompozycję o odpowiednich parametrach. Kolejnym etapem jest animowanie, czyli ustawianie klatek kluczowych, kontrolowanie ruchu, czasu trwania oraz zależności między warstwami, co szybko robi się złożone przy większej liczbie elementów. Dochodzi do tego praca z efektami, maskami, parentingiem i easingiem, które wpływają na płynność i charakter animacji. Na końcu cały projekt trzeba wyrenderować, co przy bardziej zaawansowanych kompozycjach może być czasochłonne i wymaga wcześniejszej optymalizacji, aby uniknąć błędów i spadków wydajności.
Na sam koniec oczywiście pozostaje odbiór akceptacji klienta, przygotowanie okładki lub miniatury oraz publikacja. Pamiętajmy, że opracowanie opisu, CTA czy nawet dobór hashtagów, też zajmuje czas. Wszystko to powinno bazować na bieżących trendach. A te, jak pewnie wiecie, lubią się często zmieniać. Nie możemy też zapominać, że poza samym montażystą, angażowani są inni członkowie zespołu, najczęściej copywriter (do weryfikacji transkrypcji), menedżer projektów (pełna opieka nad realizacją) i social media manager (publikacja, kampania reklamowa).

Na bok odłożymy materiały dedykowane na Youtube czy Spotify, które często trwają od 10 do nawet 80 minut. W ich przypadkach sama realizacja może zająć kilka dni (od 8 do kilkudziesięciu godzin).
Gdy spojrzymy na klasyczne posty TikTok, Reels, YouTube Shorts, LinkedIn, to wypada założyć, że:
Jak zatem łatwo policzyć, powinniśmy się tu zmieścić w 2,5 h. Zaznaczę przy tym ponownie, że zależy to od długości materiału, czy właśnie samej treści, którą otrzymujemy lub mamy opracować we własnym zakresie. Dorabiając do tego reformaty (najczęściej 16:9, 1:1, 4:5 i 9:16), możemy często dobijać nawet do pełnej dniówki, zwłaszcza, jeśli pracę dzielimy na cały zespół.
Samo przycięcie kadru do nowego formatu (np. z 16:9 na 9:16) często psuje kompozycję: ważne elementy mogą wypaść poza kadr, twarze się przesuną, a czytelność tekstu spadnie. Dlatego w praktyce robi się rekompozycję, czyli świadome „przebudowanie” ujęcia pod nowy format.
Trzeba:
- przeanalizować, co jest kluczowe w kadrze (twarz, produkt, ruch, tekst),
- ręcznie przesunąć lub przeskalować warstwy, żeby utrzymać sens i hierarchię,
- często użyć keyframingu, żeby podążać za obiektem (tzw. reframing/motion tracking),
- dopasować bezpieczne marginesy (safe zones), żeby nic nie zostało ucięte na różnych ekranach,
- czasem też zmienić układ tekstów i grafiki, bo to, co działa w poziomie, nie działa w pionie.
W skrócie: format się zmienia, ale „historia w kadrze” musi zostać taka sama i to właśnie jest największa robota przy reformatowaniu. – Ewa Szostek.
To czasochłonny proces za każdym razem, kiedy dbamy o detale i zależy nam na czymś więcej, niż po prostu treści z eventu, które nagramy na miejscu i puścimy na swój profil prywatnie.
Potrzebujesz pomocy na SM? Koniecznie skontaktuj się z nami!
Nikt nie lubi tematu pieniędzy, ale zawsze wszyscy o nich rozmawiają. I nic w tym dziwnego.
Najłatwiej jest powiedzieć „za darmo to uczciwa cena”. Zresztą, jeśli potraficie to zrobić we własnym zakresie, tak właściwie będzie.
NO ALE…
I tu, żebyśmy mieli jasność, przejrzałem dziesiątki profili i artykułów traktujących o temacie. Nie bazuję zatem wyłącznie na swojej wiedzy, bo rozumiem, że często jest to sprawa uzależniona od budżetu.
Jeśli spytacie ChatGPT lub poprosicie o pomoc narzędzie AI od Google, otrzymacie odpowiedź następującą:
Polskie agencje, które publicznie podają swoje ceny, najczęściej wskazują wartości od 200 do 1000 zł. Freelancerzy są w stanie wykonać (jeśli otrzymają gotowe materiały) treści te nawet za 100 zł. Na przeciwległym biegunie otrzymamy wyceny na poziomie 2000 zł za komplet reformatów. I można tymi wartościami szachować. Ciężko powiedzieć, czy istnieje tu poprawna odpowiedź. Jeśli cena będzie zbyt niska, w odpowiedzi usłyszymy o „psuciu rynku”. Jeśli będzie zbyt wysoka, to pewnie nawet nie otrzymamy odpowiedzi.
I tu zaczynają się kolejne schodki, bo tak naprawdę, jak powinniśmy do tego podchodzić i jak przekładać wartość roboczogodziny pracownika w stosunku do całościowej marży agencji?
Radek Górniak, Właściciel MEdiagnozy